पोलिश पत्रकार उलाले पोल्यान्ड पत्रपत्रिकामा पोल्यान्डमा नेपालीहरुको बारेमा प्रकाशित गरेको लेख


Ula Idzikowska
Niektórzy się poddają i wyjeżdżają do Portugalii. Inni zostają i walczą. Nepalczycy od lat zmagają się z polskimi urzędami. „Jesteśmy niewolnikami dokumentów”.

W holu warszawskiego Bazaru na Polnej jest pusto. Na końcu korytarza, obok restauracji Himalayan Yeti, mieści się sklep z nepalskimi produktami i zarazem siedziba firmy Mitry Lal Pardaya. Na półkach piętrzą się przyprawy: kardamon, nepalskie chili, kminek indyjski. Jeden z pierwszych klientów, młody Nepalczyk, szpera w pudłach, by znaleźć ulubiony smak noodli. – Dla żony. Przyjechała niedawno i już tęskni za nepalskimi przysmakami.
Oprócz nepalskich produktów Parday oferuje pomoc w poszukiwaniu pracy, załatwieniu formalności czy rezerwacji biletu lotniczego. – Na rynku jest sporo oszustów. Sam niejednokrotnie padłem ofiarą nieuczciwych księgowych i pośredników. Cztery lata temu stwierdziłem, że zajmę się pośrednictwem – po 13 latach w kraju posiadam wystarczającą wiedzę.
Kiedy Parday przyjechał do Polski w 2007 roku zezwolenie na pobyt posiadało zaledwie 95 Nepalczyków. Dziesięć lat później chodziło już o ponad 1 150 osób, a w 2020 dwukrotnie więcej. W rzeczywistości w Polsce przebywa więcej Nepalczyków, bo dostarczone mi statystyki Urzędu ds. Cudzoziemców nie uwzględniają osób, które przebywają w kraju na podstawie rocznej wizy. Sami Nepalczycy szacują, że jest ich około pięciu tysięcy.
Parday – dziś przedsiębiorca w luźnym garniturze i tradycyjnej czapce topi – zaczynał w Polsce jako student administracji. Studiów nie skończył, bo po dwóch latach nie stać go było na czesne. Został za to dług w wysokości 50 000 zł. Tyle Parday potrzebował na pokrycie kosztów utrzymania i nauki na prywatnej uczelni. Raty spłaca do dziś. – Przez osiem lat pracowałem w restauracji Sphinx, miałem stały przychód. Ale był taki okres, kiedy byłem chory i nie zarabiałem. Więc – komornik. To jedyne polskie słowo oprócz Urzędu Mazowieckiego, które nepalski biznesmen wplata w swoją opowieść.
Niewydolne urzędy
Spłacanie pożyczek nie jest jedynym problemem migrujących Nepalczyków. Obecnie największym wyzwaniem jest długie oczekiwanie na zezwolenia, twierdzi onkolog Bodha Raj Subedi, który w Polsce mieszka już od 1989 r. W ciągu ostatnich lat lekarz nasłuchał się różnych historii: w 2009 r. założył stowarzyszenie wspierające Nepalczyków w Polsce.
– Aby dostać się do Polski trzeba zapłacić między 6 a 13 tys. euro. Często nie ma żadnego pokwitowania tej transakcji. Więc nie ma dowodu, że ktoś został oszukany. Poza tym na miejscu nierzadko okazuje się, że zarobki są dużo mniejsze niż obiecywano w Nepalu: 2 000 zł, zamiast euro. Raz to przeliczyłem: niektórzy musieliby pracować przez dziesięć lat bez przerwy, żeby pospłacać długi. Nic dziwnego, że sporo Nepalczyków szuka później lepszych ofert. Ale gdy ktoś chce zmienić pracę, zaczynają się problemy. Bo za każdym razem potrzebne jest nowe zezwolenie na pracę. Na które czeka się miesiącami.

  • Tak być nie może. Jesteśmy niewolnikami dokumentów! – stwierdza Parday. – Gdyby powiedzieli nam, że mamy wracać, to wrócimy. Ale Polska potrzebuje pracowników. To niech wydają pozwolenia na czas… Parday nie rozumie logiki polskich urzędów wojewódzkich, które są odpowiedzialne za rozpatrywanie wniosków o zezwolenie na pobyt i pracę.
    W 2018 r. cudzoziemcy czekali na zezwolenie na pracę do czterech i pół miesiąca (w Gorzowie Wielkopolskim). Na jednolite zezwolenie na pobyt czasowy i pracę – ponad rok. Tak było we Wrocławiu i Gdańsku. Sytuacja poprawiła się w 2019 r. – wydanie decyzji w sprawie zezwolenia na pracę zajmowało wtedy maksymalnie 125 dni (w województwie dolnośląskim). W województwie podlaskim można je było uzyskać już w ciągu dwóch tygodni.
    Jak jest teraz? – To zależy od województwa, mówi Cezary Bachański, prezes agencji zatrudnienia pracy Inter-Factor Polska na podstawie własnego doświadczenia – Teoretycznie, według Kodeksu postępowania administracyjnego, urząd powinien wydać decyzję w ciągu miesiąca. Chyba, że sprawa jest skomplikowana. Wtedy w ciągu dwóch miesięcy. W rzeczywistości w najlepszym przypadku czeka się półtora miesiąca, ale zwykle trzy lub cztery. Dlatego niektórzy pracodawcy bombardują urzędy wezwaniami do sądu. Urzędnicy starają się wtedy nadrobić zaległości. Niestety kosztem innych petentów.
    Poza tym „jeżeli do urzędu napłynie 800 skarg, to nikt nie wydaje decyzji, bo nie ma kiedy. Trzeba na te skargi odpowiadać”, zaznaczała Agata Ewertyńska, dyrektorka Departamentu Legalizacji Pobytu.
    Dlaczego urzędy nie radzą sobie z ilością napływających wniosków? Niektóre czynności administracyjne są wciąż wykonywane ręcznie: po osobistym złożeniu wniosku przez cudzoziemca urzędnik musi na przykład wprowadzić treść dokumentu do systemu. A to zajmuje czas.
    Przed pandemią Szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców przekazał zespołowi roboczemu ds. legalizacji pobytu i zatrudnienia cudzoziemców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców, że trwają prace nad systemem elektronicznym. Cyfryzacja ma zapewnić przepływ informacji między poszczególnymi urzędami i umożliwić składanie wniosków online. Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, które pracuje nad założeniami nowej ustawy o rynku pracy, również opowiada się za rezygnacją z papierowego obiegu dokumentów. Ale cyfryzacja to powolny proces – wymiana informacji pomiędzy urzędami wojewódzkimi, urzędami pracy i organami opiniującymi wciąż odbywa się offline. A system, który zapewniłby natychmiastowy i bezpieczny dostęp do wszystkich danych jeszcze nie istnieje.
    Pandemia pokazała jak ważna jest optymalizacja pracy w urzędach: zagrożenie koronawirusem sprawiło, że czas oczekiwania na zezwolenia jeszcze bardziej się wydłużył- ze względu na ograniczony dostęp do urzędów i konieczność wprowadzenia kwarantanny w przypadku zakażeń wśród urzędników. Ta sytuacja pogłębiła niepewność wśród cudzoziemców i pracodawców, zauważa Michał Wysłocki, dyrektor działu prawa imigracyjnego w Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.
    Rąk do pracy brakowało jeszcze przed pandemią. Radca prawny Mariusz Wójcik i Cezary Bachański odnoszą wrażenie, że “w ostatnich pięciu latach nie przybyło etatów w urzędach wojewódzkich, mimo że wielokrotnie wzrosła ilość petentów”. Potwierdzają to wyniki badania Najwyższej Izby Kontroli, która w 2019 r. sprawdziła czy administracja publiczna jest przygotowana do sprawnej obsługi cudzoziemców. Autorzy raportu końcowego stwierdzili, że “zbyt mała liczba urzędników i niewystarczające środki finansowe mają decydujący wpływ na wydłużanie się prowadzonych postępowań administracyjnych.”
    Wyniki badań wykazały też, że władze publiczne i poszczególne urzędy nie dostarczają cudzoziemcom rzetelnych informacji. Parday przekonał się o tym niejednokrotnie. – Jak idziesz do Urzędu Mazowieckiego, to mówią tylko: go online! Ale wiele osób nie wie, gdzie znaleźć szczegółowe informacje odnośnie swojej sytuacji i zwraca się do pośredników – wielu z nich oszukuje! Bo często sami nie wiedzą, co trzeba zrobić i tylko wodzą ludzi za nos.
    Magdalena Derlacz-Popławska, właścicielka agencji rekrutacji i pośrednictwa pracy Ontos, odnosi wrażenie, że Nepalczycy dobrze znają swoje prawa. – Wiedzą, co im się należy. Informacje czerpią z forów i grupach na Facebooku.
    Subedi jest bardziej sceptyczny: – Do Polski przyjeżdża dużo niewykształconych Nepalczyków. Trafiają na przykład do przetwórni mięsa. Nie znają języka ani przepisów prawnych. Podpisują każdy papier, który podstawi się im pod nos. Do tego agencja nie pozwala im się kontaktować z naszym stowarzyszeniem – a my poinformowalibyśmy o prawach pracownika.
    Biurokracyjna ruletka w konsulacie
    Biurokracyjne trudności Nepalczyków zaczynają się jeszcze przed przyjazdem do Polski. W Indiach – to tam Nepalczycy składają wniosek o wizę, bo w Nepalu nie ma polskiego przedstawicielstwa. Dokumenty należy dostarczyć osobiście, po wcześniejszym umówieniu się na spotkanie – nie można zrobić tego w godzinach urzędowych.
    Do grudnia 2019 r. przyjmowaniem i wstępną weryfikacją wniosków zajmowali się pracownicy konsulatu. Zarówno agencje pracy jak i pośrednicy krytykowali metody pracy placówki. Między innymi Derlacz-Popławska – System rejestracji był zawiły. Tylko ktoś o naprawdę zaawansowanych umiejętnościach z zakresu IT był w stanie zarejestrować wniosek. Do tego dochodziły poważne problemy z umówieniem się na spotkanie w celu złożenia wniosku.
    Od grudnia 2019 r. prace związane z przetwarzaniem wniosków są outsourcowane – wykonuje je międzynarodowa firma VFS Global, która obsługuje rządy i misje dyplomatyczne na całym świecie. Trudno ocenić, czy zaangażowanie zewnętrznej firmy poprawiło sytuację, ponieważ w 2020 r. konsulat chwilowo zawiesił obsługę klientów z powodu pandemii. Nowe wnioski są wprawdzie przyjmowane od 15 czerwca, ale w ograniczonym zakresie.
    W międzyczasie wielu pracodawców i pośredników pracy zniechęciło się trudnościami. Między innymi jeden z klientów Wysłockiego, który przerwał wieloletni projekty relokacji Nepalczyków do Polski w 2019 r. Bo „miał dosyć problemów z konsulatem w New Delhi”.
    W tym samym okresie poddała się Derlacz-Popławska. Ale niedługo spróbuje ponownie: dwóch klientów ponownie zleciło jej rekrutację Nepalczyków do branży przetwórstwa drewna.
    Porządek w papierach
    Czy jej się to uda zależy od decyzji konsulatu. Z roku na rok coraz więcej Nepalczyków spotyka się z odmową. Według dostarczonych mi danych Ministerstwa Spraw Zagranicznych w 2019 r. odrzuconych zostało 75% wniosków (na 2 308 złożonych), a w 2020 87% (z 737 złożonych wniosków), podczas gdy jeszcze w 2015 i 2017 r. niemal każdy wnioskujący Nepalczyk otrzymał wizę.
    Jako najczęstsze przyczyny odmów Ministerstwo podaje między innymi: brak potwierdzenia celu pobytu, zatajenie prawdy, podrobienie dokumentów lub podejrzenie, że cudzoziemiec opuści terytorium Polski przed upływem ważności wizy.
    Część osób faktycznie wyjeżdża do innego kraju Unii Europejskiej. Parday sam spędził trzy miesiące w Danii, gdy na początku swojego pobytu w Polsce nie mógł znaleźć pracy. Subedi opowiada natomiast o pośrednikach, którzy namawiają pracowników na wyjazd na Zachód, gdzie zarobki są wyższe. – Niektórzy Nepalczycy przystają na te propozycje, bo są zadłużeni po uszy. Za wyjazd muszą oczywiście dodatkowo zapłacić.
    Niektórzy decydują się na „ucieczkę” do Portugalii – to określenie pojawiło się w niemal wszystkich rozmowach, które przeprowadziłam w Polsce i w Czechach. To właśnie w tym kraju można „zrobić porządek z papierami”. Nepalczycy nie zostają tam jednak na dłużej. „W Portugalii jest może łatwiej o dokumenty, ale ciężej o pracę”, zaznaczali moi rozmówcy.
    Radca prawny Mariusz Wójcik tłumaczy mi o jakie problemy z dokumentami może chodzić: – Część obcokrajowców od początku stawia się w sytuacji bez wyjścia, bo przyjeżdża do Polski na wizie turystycznej – o tę znacznie łatwiej niż wizę w celu wykonywania pracy. Ale wiza turystyczna nie upoważnia do ubiegania się o zezwolenie na pobyt z pracą. Osoba, która złoży wniosek spotyka się z automatyczną odmową. Niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy. Część o tym wie, ale wychodzi z założenia, że jakoś to będzie, jak już dotrą na miejsce. Ostrzegam wszystkich, którzy piszą do mnie jeszcze w trakcie ubiegania się o wizę i rozważają przyjazd na wizie turystycznej, bo są zniecierpliwieni czekaniem na termin spotkania. Ale niektórzy trafiają na pośrednika, który zapewnia, że takie rozwiązanie jest w porządku. Po prostu chcą mieć klienta.
    Z Wójcikiem rozmawiam w warszawskim biurze, gdzie prawnik od czasu do czasu oferuje obcokrajowcom darmowe konsultacje. W ten sposób pozyskuje nowych klientów. Ogłoszenie o możliwości spotkania zamieszcza na grupach facebookowych, gdzie Nepalczycy czerpią informacje. Wójcik pomaga w przygotowaniu wniosków o zezwolenia na pracę i pobyt, składa odwołania i reprezentuje swoich klientów przed sądem. – Żeby sporządzić wniosek nie trzeba być prawnikiem. Chodzi o postępowanie administracyjne więc pełnomocnikiem może być każdy. Niestety część osób to wykorzystuje.
    Niektórzy poszkodowani trafiają potem do niego. – Na przykład jeden z nieuczciwych pośredników zniknął po zainkasowaniu wynagrodzenia. Odmowa wydania zezwolenia została wysłana na jego adres. Mój klient go, rzecz jasna, nie otrzymał. A w międzyczasie minął termin odwołania.
    Niewolniczy system
  • Chociaż system zatrudniania cudzoziemców w Polsce na papierze wygląda przyzwoicie, to tak naprawdę jest niewolniczy, bo jeżeli człowiek chce zmienić pracę, to nie jest tak łatwo, stwierdza Bachański, który chlubi się tym, że „od niego jeszcze nikt nie uciekł.”
    Część Nepalczyków decyduje się na pracę bez zezwolenia, choć przy stwierdzeniu wykroczenia grozi im deportacja z zakazem wjazdu do kraju na określony czas.
  • Ale czy mamy jakiś wybór? zastanawia się pracownik jednej z licznych nepalskich restauracji w Warszawie. – Sam pracowałem przez rok na czarno. Bo tyle wszystko trwało z odwołaniami. A rodzinę z czegoś trzeba przecież utrzymać.
    Czy przepisy można jakoś uprościć? Według Bachańskiego brakuje do tego politycznej woli. – Przecież obcokrajowcy nie mogą głosować. A przedsiębiorcy nie są łatwym głosem.
    Witold Klaus, profesor w Centrum Badań nad Prawem Migracyjnym Instytutu Nauk Prawnych PAN też ma wątpliwości: – Z jednej strony potrzebujemy migrantów zarobkowych, a z drugiej strony nie robimy nic, aby ułatwić im przyjazd i dostęp do niezbędnych zezwoleń. Panuje przekonanie, że ‘chyba nie jest tak źle, skoro tu przyjeżdżają’. ‘Jak chcą, to niech walczą’ – takie jest podejście. Trochę ze względu na to, że mimo wszystko mamy bardziej otwarte przepisy niż na Zachodzie.  
    Czego natomiast w Polsce nie mamy, to wizja polityki migracyjnej. Mimo że znajdujemy się w czołówce Unii Europejskiej jeżeli chodzi o przyjmowanie migrantów zarobkowych, to politycy nie opracowali jeszcze nowej strategii migracyjnej. W 2016 r. rząd Prawa i Sprawiedliwości unieważnił obowiązujący od 2012 r. dokument „Polityka migracyjna Polski – stan obecny i postulowane działania”. Od tego czasu zapowiadano opracowanie nowej strategii. Ale ta nie nadeszła. To nie oznacza, że prace nad polityką migracyjną zostały przerwane. W 2019 r. wyciekł „niezwykle ksenofobiczny i islamofobiczny”  dokument, jak określa go Klaus. – Zakładał, że potrzebujemy migrantów zarobkowych. Ale wszystkich innych, zwłaszcza osób pochodzących z państw muzułmańskich, nie chcemy.
    Zarówno Klaus jak środowisko organizacji pozarządowych podchodzą sceptycznie do prac nad nową strategią. – Rząd działa w pojedynkę: do współpracy nie zaprasza nikogo, ani z lewej ani z prawej strony. Podczas gdy rzetelnie przygotowana strategia powinna być skonsultowana z ekspertami. Poza tym rząd ogłosił, że będzie pracował nad ‘rocznymi strategiami’ – choć strategia z definicji nie może być planowana na tak krótki okres. Jest połowa lutego. A strategii na 2021 jak nie było, tak nie ma. Co nie oznacza, że nie ma polityki. Również brak polityki jest przecież polityką”. 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.